Magiczne jeziorko w roli głównej
Początkowo nie miałam ani fabuły, ani bohaterów. Nie miałam też pojęcia, o czym ma być ta książka. Wiedziałam tylko jedno. Musi w niej być magiczne, leśne jeziorko, które działało na moją wyobraźnię od pierwszej chwili, kiedy je odkryłam.
„Spojrzała w okno. Przez nie do końca zasunięte zasłony widać było słońce nad jeziorkiem, okalające je drzewa i latające nad taflą wody ważki. Dzień wstał już dawno temu. Cienie światła na ścianie przypominały kartki wertowanej niecierpliwie książki.„
Kiedy teraz wracam do momentu, w którym po raz pierwszy pomyślałam, że to już czas, że tak, jestem w końcu gotowa napisać swoją pierwszą powieść, aż trudno mi uwierzyć, że świata z “Domu szeptów” wtedy jeszcze nie było.
Teraz, kiedy jestem z nim już od tak dawna, znam wszystkie miejsca i postaci, zżyłam się z nimi i wierzę niemal, że istnieją naprawdę, wydaje się to aż niewiarygodne. Jak to się właściwie zaczęło? Pisałam Wam już, że pierwsze zdanie przyszło do mnie samo. Tak faktycznie było. Podobnie pojawiło się jeszcze kilka innych fragmentów, o których też jeszcze kiedyś napiszę. Może więc gdzieś w równoległym świecie faktycznie dzieje się ta historia, a ja jestem tylko po to, byście za moim pośrednictwem i Wy ją poznali?
Początkowo nie miałam ani fabuły, ani bohaterów. Nie miałam też pojęcia, o czym ma być ta książka. Wiedziałam tylko jedno. Musi w niej być magiczne, leśne jeziorko, które działało na moją wyobraźnię od pierwszej chwili, kiedy je odkryłam.
Był to rok 2017 – mój pierwszy pobyt na Mazurach i byłam oczarowana właściwie wszystkim, co zobaczyłam. Największe wrażenie zrobiły na mnie lasy, a szczególnie te tak jeszcze wtedy dzikie i piękne, między Iznotą a Rucianem. Wyglądały trochę jak pradawna puszcza a jadąc przecinającą je drogą, miało się wrażenie, że jakaś tajemna siła zbudowała tu specjalnie dla nas ciągnący się bez końca, zielony tunel. Przez liście otaczających nas drzew z trudem przedzierało się słońce, tworząc promieniste refleksy potęgujące jeszcze to niesamowite wrażenie.
I w tym właśnie lesie, niemal przy samej drodze, wypatrzyłam owo niezwykłe, maleńkie jeziorko. Oddzielało mnie od niego jedynie wąskie pasmo drzew, malowniczo przemieszanych ze sobą sosen i brzóz. Cóż to był za widok! Ile bym dała, by widzieć go codziennie – myślałam. Jak by to było mieszkać w takim miejscu? Na przeciwległym brzegu dojrzałam stary, sponiewierany przez lata wiatrów i deszczu pomost. Oczami wyobraźni zaś za pomostem zobaczyłam dom, z chylącą się ku tafli jeziora połacią dziurawego dachu, z poczerniałej, czerwonej niegdyś cegły, z zielonym gankiem i okiennicami. Przy domu rosły malwy, nad wodą krążyły ptaki… Ten obraz, choć częściowo powstały jedynie w mojej wyobraźni, pozostał we mnie na zawsze.
Od kiedy jednak na rękach miała małą znajdę, coraz szybciej opadała z sił. Siadła więc przy drodze, otuliła dziewczynkę swoim płaszczem i zrezygnowana rozejrzała się wokół. Zimny wiatr targał gałęziami i rozwiewał liście na wszystkie strony. Mrok powoli zapadał nad lasem ale księżyc świecił na tyle jasno, że między drzewami dostrzegła jakieś zabudowania, dom chyba. Wyglądał na opuszczony. W księżycowym świetle woda z sąsiadującego z nim jeziorka pobłyskiwała wśród gałęzi i falujących w powietrzu liści. Całość tworzyła dość niesamowite, upiorne wręcz wrażenie, ale było jej już wszystko jedno. Była głodna. Dziecko w jej objęciach cichutko pojękiwało, a ona sama czuła, jak zimno całkowicie zawładnęło już jej ciałem.
Kiedy więc zadałam sobie pytanie, gdzie umieścić akcję mojej pierwszej książki, nie musiałam się długo zastanawiać…
To musiało być TAM i tym sposobem miałam już miejsce!
Co więcej, miałam nawet inspirujące zdjęcia, które mi bardzo pomogły podczas pisania. Były na nich też dwa kolejne jeziorka, które odkryłam kilkaset metrów dalej, po obu stronach drogi, równie malownicze i tajemnicze. One jednak prawdopodobnie pojawią się dopiero w drugim tomie powieści.
Dopiero dużo później dowiedziałam się, że “moje magiczne jeziorko” to Sęczek, ma zaledwie kilometr (a nawet nieco mniej) linii brzegowej, leży na wysokości 124 metrów nad poziomem morza, rozciąga się z południa na północny zachód i jest tak zwanym zbiornikiem bezodpływowym. Dwa kolejne jeziorka to: po lewej stronie drogi prowadzącej z Iznoty do Kamienia Jezioro Gryżewskie a po prawej Jezioro Bolkowskie.
Szedł jakiś czas wzdłuż drogi, żeby chwilę później, gdy zza drzew widać już było ciemną, pofalowaną taflę wody, skręcić w szuwary. W miarę jak zbliżał się do jeziora, coraz wyraźniej czuł jego zapach. Tak dobrze znał niesioną często z wiatrem aż do jego domu woń kwitnącej wody i gnijących przy brzegu roślinnych resztek. Lubił przesiąknięte wilgocią powietrze. Było inne, niż we wsi. Przez swoją specyfikę bardziej swojskie i kojarzyło się z Rutą, jego Rutą. Teraz też, mimo pośpiechu, z przyjemnością wciągnął przez nozdrza znajomy zapach i przyspieszył kroku. Z przeciwległego brzegu dochodziły dziwne odgłosy, jakby kłótni.
Teraz cieszę się bardzo, że dane mi było zobaczyć “moje jeziorka” jeszcze kiedy były tak malownicze i otoczone dzikim lasem. Wracałam w te okolice jeszcze wiele razy. Niestety, kilka lat później trafiłam tam na budowę drogi i ścieżki rowerowej. Rozumiem, że była potrzebna okolicznym mieszkańcom, ale i tak czułam wielki żal. Tym bardziej cieszę się, że wpadłam na pomysł opisania tych cudnych jeziorek w stanie jeszcze sprzed przebudowy w moich powieściach.
Taki obraz zastałam przy jeziorku w sierpniu 2023 roku:
0 komentarzy