Pierwsze zdanie przyszło samo
Wszystko zaczęło się od zdania “Kaja miała dar.” Nie mam pojęcia, dlaczego to właśnie ono do mnie przyszło i jak to się stało, że było na tyle uparte i znaczące, że poprowadziło mnie do przełomu. Tak się jednak stało. Nagle poczułam się gotowa i zaczęłam pisać powieść.
Nie miałam jeszcze fabuły, pomysł mgliście tylko formował się gdzieś wokół tego dość tajemniczego nawet dla mnie samej zdania a jednak coś się we mnie zmieniło na tyle, że napisanie książki fabularnej stało się pewnego dnia prawdziwym, realnym celem, a nie jak dotychczas odległym i abstrakcyjnym marzeniem.
Może jednak słowo “nagle” nie jest tu właściwe. Chyba bardziej adekwatne byłoby określenie “w końcu”. Pisanie bowiem towarzyszyło mi od zawsze. W szkole w tym chyba byłam najlepsza. Na polonistyce nie czułam się dobrze właśnie dlatego, że przez pięć lat studiów prawie nic nie pisaliśmy. Życie zawodowe zaczęłam w gazecie i tam już pisałam od rana do wieczora, choć ciągle nie do końca to, co bym chciała. Potem w wydawnictwie zajmowałam się bardziej tym, co napisali inni i chyba z tęsknoty za pisaniem zrodził się pomysł powieści. Dojrzewał we mnie, ewoluował, kokosił się i rozpychał, aż w końcu wypluł owe “Kaja miała dar” i już nie było odwrotu.
Jeśli jesteście ciekawi, jak to jest, gdy pisze się swoją pierwszą w życiu powieść, to zapraszam do mojego “Domu szeptów”.
0 komentarzy