Jaką narrację wybrałam?
Miałam w głowie wiele pomysłów i każdy wymagał innego prowadzenia. W końcu po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw utwierdziłam się w swojej decyzji i wybrałam narrację trzecioosobową, choć to wcale nie był koniec tematu. Ale po kolei…
Zanim na dobre zaczęłam pisać, musiałam podjąć kilka ważnych decyzji. Ponieważ lubię mieć dobre podstawy i przynajmniej mniej więcej wiedzieć, co robię, zaczęłam szukać odpowiedzi na pytania, które w sposób naturalny przyszły mi do głowy.
Co ciekawe, okazało się, że ani studia (bądź co bądź z wykształcenia podstawowego jestem magistrem filologii polskiej), ani praca w zawodzie (byłam dziennikarką, pracuję w wydawnictwie) tak naprawdę nie przyniosły mi satysfakcjonujących odpowiedzi. Zdawałam sobie jednak sprawę, czego nie wiem i mniej więcej wiedziałam, co jest ważne, a co nie. Zaczęłam więc z pasją szukać, czytać, słuchać i oglądać. Niebawem i o tym Wam napiszę, bo jest kilka źródeł, z których według mnie warto czerpać i zamierzam się listą takich miejsc podzielić 🙂 Dziś jednak skupię się na swoich przemyśleniach wokół narracji.
Stanęłam przed decyzją, jaką narrację wybrać?
Jakie mamy typy narracji?
Biorąc pod uwagę wszystkie klasyfikacje, wyodrębniono wiele rodzajów narracji. Wszystko zależy od tego, pod jakim względem je rozróżniamy. Przede wszystkim są trzy rodzaje narracji, które rozróżnia się w zależności od tego, w której osobie ją prowadzimy:
- drugoosobowa – czyli taka, w której piszemy cały czas do kogoś. Pisarze rzadko po nią sięgają, bo jest dość nienaturalna i ogranicza. Cały przekaz jest kierowany do osoby czytającej, na przykład w formie listu, spowiedzi, wyrzutu, prośby lub opowiadania. Dzięki niej czytelnik jest bezpośrednio wciągnięty w akcję i w pewnym sensie staje się jej uczestnikiem. Może być ciekawym zabiegiem, raczej jednak tylko w określonych przypadkach. To najrzadziej wybieramy przez pisarzy typ narracji. Najczęściej przywoływanym przykładem książki pisanej w tej narracji jest “Jeśli pewnej zimowej nocy podróżny” – Italo Calvino (1979) – klasyk postmodernizmu, gdzie czytelnik staje się bohaterem: “Zaczynasz czytać nową powieść Itala Calvina…”
- pierwszoosobowa – czyli taka, w której wszystko piszemy w pierwszej osobie. Narrator jest jednocześnie bohaterem lub uczestnikiem wydarzeń. Pozwala na głęboką identyfikację z postaciami i bezpośredni wgląd w emocje, ale ogranicza perspektywę do tego, co “ja” widzi i czuje. Najczęściej kojarzona jest z pamiętnikami, wspomnieniami, dziennikami i listami. Świetnie się też nadaje do tekstów, w których zależy nam na pokazaniu bardzo osobistej perspektywy któregoś z bohaterów. Czasami wybierana jest przez pisarzy jako sposób na prowadzenie tylko części narracji. Sprawdza się też doskonale, kiedy wprowadzamy tajemniczego bohatera zdradzającego ważne dla fabuły informacje (na przykład seryjny morderca opowiada, jak i dlaczego zabija) i zależy nam, żeby czytelnicy nie domyślili się, kto to jest.
- trzecioosobowa – najczęściej wykorzystywana i wbrew pozorom wcale nie pozbawiona możliwości pokazania wewnętrznej perspektywy poszczególnych postaci. Narrator zachowuje tu pewien dystans i stoi poza światem przedstawionym. Ale… Może być:
- wszechwiedzący – czyli po prostu wie wszystko i o wszystkich, zna myśli, uczucia i motywację wszystkich bohaterów.
- ograniczony – opowiada z perspektywy tylko jednej postaci i nie zna punktów widzenia innych osób,
- obiektywny – relacjonuje tylko zewnętrzne zdarzenia, bez wglądu w myśli…
Zależało mi bardzo, by wszystkie moje postaci mogły mówić swoim głosem. Nie mogłam więc wybrać obiektywnego narratora, który by im ten głos odebrał. Chciałam też, by osoby czytające mogły poznać myśli i uczucia bohaterów, ich motywacje, radości i strachy, żeby poznały ich wrażliwość, mogły równolegle zastanawiać się nad tym, co one by zrobiły, gdyby w prawdziwym życiu zostały postawione w takim czy innym położeniu. Równocześnie wolałam uniknąć narratora pierwszoosobowego, który wymagałby rozbudowanej i konsekwentnej stylizacji językowej…
W takiej sytuacji naturalnym wyborem okazała się fokalizacja wewnętrzna, dzięki której po prostu każdą scenę piszę w trzeciej osobie ale z perspektywy innego bohatera. Daje to spore możliwości, nie ogranicza i pozwala odkrywać poszczególne elementy fabularnej układanki po kawałeczku pozwalając bohaterom układać je całość w rytmie i kolejności korzystnej dla całości.
Dla mnie jako autorki jest to bardzo wygodne, muszę jednak bardzo uważać, by daną scenę prowadzić konsekwentnie i nie przeskakiwać nagle z głowy jednej bohaterki do drugiej. Nie jest to wbrew pozorom takie łatwe i wielokrotnie zdarza się, że muszę jakiś fragment przerobić, by uniknąć niekonsekwencji.
Fokalizacja wewnętrzna
Termin wprowadzony przez francuskiego narratologa Gérarda Genette’a (1972, Figures III) – opisuje punkt widzenia, przez który filtrowane są informacje w narracji. Odpowiada na pytanie: Kto widzi/percypuje?
- Narrator wie tyle co jedna postać (lub kilka)
- Widzimy świat jej oczami, myślami, emocjami
- Przykład: Zbrodnia i kara – wszystko przez pryzmat Raskolnikowa
Jak to wyjdzie i czy była to z mojej strony dobra decyzja, przekonamy się za czas jakiś. W tej chwili piszę sceny z punktu widzenia sześciorga bohaterów. Większość fabuły prowadzą sceny Kai i jej córki Zuzy. Są też jednak sceny z perspektywy postaci drugoplanowych. Do tego dołączam listy i wspomnienia w pierwszej osobie (tak jednak wplatam fragmenty i w takiej narracji.
Ciekawa jestem bardzo, jakie książki czytacie najchętniej? Która z narracji jest dla Was najbardziej naturalna i dlaczego? Ja zaczęłam właśnie “Tajemną historię” Donny Tartt, gdzie całą historię opowiada, po latach czyli z perspektywy poszerzonej o wiedzę z czasów po opowiadanych wydarzeniach, główny bohater. I przyznam kusi mnie, żeby w następnej książce sięgnąć po ten właśnie typ narracji. Odkrywam w nim możliwości, których teraz, pisząc w trzeciej osobie nie mam. Cieszę się równocześnie, że i w “Domu szeptów” pierwszoosobowego narratora też czasem wprowadzam, bo bardzo dobrze robi zagadce, którą będą musiały rozwikłać osoby czytające moją powieść. Mieszając tak perspektywy i narracje nieco podniosłam sobie poprzeczkę, przez co czasem utykam. Powoli jednak udaje mi się posuwać pisanie do przodu. Trzymajcie kciuki, by wystarczyło mi sił i cierpliwości na dobrnięcie do ostatniej strony :).
0 komentarzy