Plan powieści kontra pisanie

Wszystko, co najważniejsze pojawia się właśnie dopiero w procesie pisania i choćbym nie wiem, ile czasu poświęciła na planowanie, i tak proces zrobi swoje i spod klawiatury wyjdą nieco inne sceny, pojawią się nowi bohaterowie, a ci tak dobrze mi niby znani, zrobią, co będą chcieli! 

– Nie mam żadnego planu. Po prostu piszę, a wtedy dziwne rzeczy dzieją się bardzo naturalnie, automatycznie – mówi Murakami. – Kiedy piszę powieść, przenoszę się do innego świata, gdzie wszystko może się zdarzyć. Możesz go nazwać podświadomością. Widzę tam mnóstwo rzeczy, a kiedy wracam do prawdziwego świata, po prostu je zapisuję – Haruki Murakami

To cytat z wywiadu, którego Haruki Murakami udzielił niedawno dziennikarzowi “New York Timesa”. Bardzo mnie zainteresowało, co i jak mówił o pisaniu, ale ten kawałek zaintrygował mnie najbardziej. We wszystkich poradnikach, na kursach, warsztatach czytamy i słyszymy, jak ważne jest planowanie. Wielu pisarzy również twierdzi, że rozplanowują dokładnie fabułę, rozpisują każdą scenę według schematu, który wybrali (struktura trzech aktów, podróż bohatera Cambella, punkty kulminacyjne i inne takie). Przekonują, że tylko w ten sposób mają kontrolę nad tym, co powstaje i to jedyna i najlepsza droga do sukcesu, czyli napisania dobrej książki. Tymczasem mnie jest o wiele bliżej do “po prostu piszę, a wtedy dziwne rzeczy dzieją się bardzo naturalnie, automatycznie”, czyli tego, jak swoje pisanie widzi Murakami.

Po części się z tym zgadzam z tym, że planować trzeba. Faktycznie pisanie zupełnie bez wizji, co i o czym chcemy opowiedzieć, może nas zaprowadzić na manowce. Może pisać będzie nam się dobrze, ale to nie wystarczy. Nasz tekst musi się też “dobrze czytać”, bo przecież to czytelnik jest jego ostatecznym odbiorcą i o nim musimy myśleć. Sama więc staram się mniej więcej zaplanować, co i jak. Nie potrafię jednak robić tego tak totalnie, nie zostawiając sobie pola do wymyślania fabuły na bieżąco i wolnego wyboru w jej prowadzeniu w nowe rejony w trakcie pisania.

Zauważyłam, że u mnie wszystko, co najważniejsze pojawia się właśnie dopiero w procesie pisania i choćbym nie wiem, ile czasu poświęciła na planowanie, i tak proces zrobi swoje i spod klawiatury wyjdą nieco inne sceny, pojawią się nowi bohaterowie, a ci tak dobrze mi niby znani, zrobią, co będą chcieli! To naprawdę działa trochę tak, jak magia.

Co ciekawe, w tym samym trybie przychodzą do mnie odpowiedzi na pytania, których “na sucho” nie potrafię znaleźć. W taki sposób wpadam na kluczowe dla całości rozwiązania fabularne, dzięki którym wszystko się zaczyna kleić. To musi się dziać chyba gdzieś na poziomie mojej podświadomości (i tu znowu wracamy do Mistrza Murakamiego), bo nie bierze się przecież z powietrza.

Dlatego z jednaj strony uważnie czytam teoretyczne rozważania na temat struktury powieści, rozkminiam schematy fabularne, motywy literackie i przyglądam się swoim bohaterom przez pryzmat archetypów. Z drugiej jednak najbardziej jednak liczę na “to coś”, co jest we mnie. To zapewne suma mojej wiedzy – i tej akademickiej, i tej życiowej – wszystkich moich przemyśleń i doświadczeń oraz odrobiny magii pisania, bez której nie stworzyłabym tych moich światów równoległych, nie powołałabym do życia takich a nie innych bohaterów.

Teraz jestem w takim momencie fabuły, że muszę pospinać wątki i bardzo uważać, co i w jakiej formie, w jakim tempie ujawniam z tajemnicy. To trudne, by poukładać wszystko tak, żeby czytelnik nie dowiedział się zbyt dużo i zbyt wcześnie. To dla mnie teraz największe wyzwanie. Dlatego plan i dyscyplina są akurat w tej chwili pomocne. Trudno mi jednak się powstrzymać od mojego swobodnego poddawania się tej magii tworzenia, która zwykle mi towarzyszy.

W efekcie miotam się trochę między sercem a rozumem, między planem i porządkiem a nowymi pomysłami, które trochę ten plan rozbijają i ciągle zmuszają mnie do wprowadzania zmian. Muszę się nauczyć bardziej to kontrolować, a może właśnie nie muszę? Może wystarczy zaakceptować to jako mój własny styl pracy?

W każdym razie bliskie mi jest bardzo to, co powiedział Murakami. Jestem też niezmiernie ciekawa, co wy na to? Jak piszecie? A jak nie piszecie, to jak to sobie wyobrażacie?

Newsletter

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *