Dokąd prowadzi nas research?

Research jest ważną częścią procesu powstawania książki. Wiadomo, że jest potrzebny, wymaga czasu, uważnego podejścia i uczciwości. To są oczywistości i nie zamierzam z nimi dyskutować. Zastanawia mnie bardziej, jak głęboko należy wchodzić w daną dziedzinę, a przede wszystkim jak bardzo szczegółowo i adekwatnie “sprzedawać” swoją wiedzę na ten temat czytelnikowi.

Czytana przeze mnie ostatnio lektura (kryminał autorki, po książki której sięgam, gdy potrzebuję odetchnąć i zająć czymś głowę) zmusiła mnie do pewnych refleksji na temat researchu właśnie. Od zawsze uważam, że należy go robić możliwie starannie i przykładać się do niego uczciwie, tu nie mam wątpliwości. Czy i na ile warto wspomagać się AI, to inna kwestia, która też wymaga głębokich przemyśleń i dyskusji, ale tym razem ja nie o tym. Zastanawia mnie bardziej, jak głęboko należy wchodzić w daną dziedzinę, a przede wszystkim jak bardzo szczegółowo i adekwatnie “sprzedawać” swoją wiedzę na ten temat czytelnikowi.o nie miałam ani fabuły, ani bohaterów. Nie miałam też pojęcia, o czym ma być ta książka. Wiedziałam tylko jedno. Musi w niej być magiczne, leśne jeziorko, które działało na moją wyobraźnię od pierwszej chwili, kiedy je odkryłam.

Otóż czytając książkę, o której piszę, zajrzałam do opinii na Lubimy Czytać. W jednej z nich ktoś bardzo krytycznie odniósł się do wiedzy autorki na temat Indii i wszystkiego, co w fabule z nimi związane. Chodziło o ogólne stwierdzenia na temat kultury, języka, używane przymiotniki i aspekty związane z religią. Ktoś pisał, że autorka bardzo uogólnia, ulega stereotypom i wyraźnie nie rozumie, jak bardzo Indie są różnorodnym krajem. Z pewnością osoba komentująca miała rację. Wiele lat temu miałam okazję podróżować po Indiach i doskonale i ja zdaję sobie z tego sprawę. Jako czytelniczka jednak pomyślałam sobie, że może to trochę przesada. Takie – fakt dość powierzchowne – podejście do realiów dla fabuły nie miało żadnego znaczenia, a i żadnej nieprawdy nie przedstawiało. Po prostu autorka nie chciała zapewne niepotrzebnie komplikować i ową “hiduskość” sprzedała w takiej bardzo okrojonej formie. Już wtedy dało mi to do myślenia. Przyjęłam jednak, że według mnie, jest to ok. Do czasu jednak.

Do głębszych refleksji podejście autorki w tej sprawie zmusiło mnie dość szybko. W tej samej książce, zaledwie kilka rozdziałów dalej natknęłam się na podobne nieścisłości w innym, znacznie lepiej znanych mi tematach. Autorka pisząc o niepłodności i procedurach in vitro znowu znacznie spłyciła temat i tu już popełniła konkretne błędy w terminologii i opisie procedur. W sumie są to drobiazgi, których ktoś, kto nie wie na ten temat zbyt wiele, nawet zapewne nie zauważy. Ja jednak wiem trochę i mnie to już przeszkadzało. Zmieniłam więc szybko zdanie na temat, w którym jeszcze chwilę wcześniej byłam skłonna być tak liberalna. Bo skoro odbiór czytelnika jest tak bardzo subiektywny i zależny od jego wiedzy, zawsze znajdzie się przecież grupa, która te nieścisłości czy błędy wyłapie i poczuje się niekomfortowo. Tymczasem naszym pisarskim obowiązkiem jest pisać z poszanowaniem każdego z czytających. Musimy więc założyć, że czytelnik wie, zna się i musi dostać od nas tekst poprzedzony dogłębnym researchem na dany temat. Dodatkowo nawet jeśli czytelnik nie wie, to z naszego tekstu się dowie i powinien się dowiedzieć w oparciu o naszą rzetelną wiedzę, a nie powierzchowną tylko orientację w temacie. Proste. Z założenia przynajmniej, bo dla piszącego może okazać się wyzwaniem.

Zastanawia mnie również, w jakim stopniu możemy upraszczać, bo przecież nie zawsze mamy w książce miejsce i pretekst do tego, bo wyjaśniać coś, co niewyjaśnione może być niejasne (cóż za piękne zdanie mi wyszło ;)) Czasem naprawdę wystarczyłoby jedynie liźnięcie tematu, odwołanie się do ogólnie znanych faktów i opinii, do szeroko pojętych zjawisk. O tym jeszcze pomyślę, może też Wy mielibyście coś na ten temat do powiedzenia? Zachęcam do dyskusji.

P.S. Nie piszę tego, by krytykować książkę, w której natknęłam się na te przykłady. Bardzo lubię tę autorkę i zupełnie nie mam jej za złe takich drobiazgów. Szczególnie, że jest to autorka poczytna, mająca już wiele lubianych i docenianych przez czytelników tytułów i z pewnością ma swoje własne doświadczenia i wnioski. Po prostu miałam ochotę podzielić się z Wami moimi refleksjami, które są dość uniwersalne a wnioski z nich dotyczą zapewne wszystkich nas piszących. Po pierwsze dlatego, że z pewnością każdy z nas błądzi, po drugie zaś każdy z nas zapewne ma nieco inne podejście do tej sprawy. Szczególnie, że granice realizmu w powieściach bywają płynne, a naszym prawem jest naginanie ich do potrzeb fabuły czy kreacji świata przedstawionego.

Newsletter

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *